W nowym mieszkaniu łazienka była nieduża. Kafle wybrane, wanna czeka. Zgodnie z zasadą, że najlepsi fachowcy są z polecenia, zaprzyjaźniony glazurnik miał się tym zająć. Przyszedł, rzucił okiem znawcy i – zgodnie z oczekiwaniami – ocenił, że „myk, myk i będzie gotowe”. Remont trwał dwa tygodnie… Ktoś mógłby powiedzieć, że długo. Miałby rację. Ale za to zaprzyjaźniony glazurnik może z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy nie zhańbił się fuszerką...